wtorek, 9 lipca 2013

DWUlatek w dom...


Stało się. Mamy Dwulatka w domu. Brrr...

Jakie jest życie z Dwulatkiem? Z naszym jest takie.

Dwulatek chce mieć poczucie, że sam podejmuje decyzję, i o ile w kwestii wyboru książki do czytania czy kierunku biegu [pod warunkiem, że kierunek nie 'wektoruje' ulicy] ma drogę wolną, o tyle w wielu innych sprawach trzeba mu w tych decyzjach ... no ... dopomóc.
Czyli należy uciekać się do szantażu pedagogicznego. Innymi słowy - uczymy Dwulatka, że każdy czyn ma swoje konsekwencje. Przyczyna - skutek.

'Jak nie zjesz obiadu to nie pójdziesz na plac zabaw...' - nie działa. 
Za chiny nie działa i jeszcze powoduje dramatyzm i wielogodzinne utarczki.

'Jak tylko zjesz obiad to pójdziemy spotkać się z Wujkiem na placu zabaw' - działa natychmiast.
Subtelna różnica a jaka znacząca.

'Chcę TOŁ!'
'Nie Synku, to jest dla dorosłych, nie wolno' - nie działa.

'Chcę TOŁ!'
'Chciałbyś to?'
'TAK!'
'Niestety ten komputer jest mamy do pracy i nie mogę Ci go teraz dać'
'Chcę TOŁ!!!!'
'Chciałbyś komputer mamy? Ale po co?'
'Byy oo nnyyy o byy...'
'Chcesz pisać?'
'Tak! byyyooobtttyy...'
'Ok, to weź flamastry i kartkę i będziemy pisać literki jak tylko mama skończy, dobrze?'
'TAK!'

Układy. Polemiki. Argumenty. Układziki. Dysputy. Dyskusje. 
Oszaleję.

Dwulatek jest bardzo muzykalny.
Nie wiedzieć czemu sądzi też, że jest bardzo w tym zakresie diabelnie zdolny. 
Że pięknie śpiewa, gra i tańczy niczym cud natury.
Nie jest. Ale śpiewa, tańczy i gra od rana do nocy, ile wlezie. 
Piszczy, stęka, wyje, nuci, pląsa, wali w bęben.
Oszaleję...
Śpiewać, tańczyć i grać każe też innym.

I o ile Matka pewne umiejętności muzyczne posiadła bo do dziś wygra na flecie Lulajże Jezuniu oraz na cymbałkach Wlazł Kotek o tyle jej zdolności wokalne powinny być przemilczane.
Nawet profesjonaliści tak twierdzili .

Gdy matka zdawała na studia, jednym z egzaminów był test z emisji głosu.
Pan Zacny - Walnięty Profesor zagrał 3 nutki na pianinie i kazał Matce powtórzyć.
Powtórzyłam a on się zląkł. Zmniejszył się jakoś i widziałam, że ma mdłości.
Gdy już doszedł do siebie poprosił by Matka gamę wyśpiewała. 
Przy 'fa' kazał natychmiast przestać.
Ostatnia szansa - zaśpiewanie hymnu. To trochę jak ze 'Sto Lat', każdy myśli, że umie ale nikt de facto nie potrafi zrobić tego prawidłowo, się pocieszałam....
Gdy Matka z przytupem wydarła pysk: 'Jeszcze POLSKA!! nie zginęęęęęłaaa póki...' - Pan Profesor wyszedł trzaskając drzwiami.
Jakiś czas później okazało się, że Matka się na studia dostała, ba! zdała tak dobrze, że indeks będzie odbierała osobiście od dziekana na inauguracji...
Jak to możliwe? Okazało się niebawem... Na korytarzu spotykam Pana ZacnieWalniętego Profesora, dygam słodko, i już mam mówić czarujące: 'Dzień Dobry!' gdy Pan ZWP dramatycznym gestem nakazuje mi ciszę i mówi: 'To TA! To TA! Ta cholera tak pozdawała egzaminy, że komisja kazała ją przepuścić! Skandal! 
I co ja z Nią zrobię przez 6 semestrów???' 
Profesor, wrażliwiec, załamał się, może nawet trochę chciało mu się płakać a na pierwszych zajęciach przydzielił mnie do 'altów' i powiedział: 'Jak już musisz mi tu buczeć to byle cicho!'
Buczałam sobie tak 3 lata, czasami jak mi w duszy zagrało to Pan ZWP wrzeszczał, że co mu znowu buczę i soprany mylę...A na występach kazał ruszać jedynie ustami. Emisję głosu zaliczyłam na cztery bo Profesor bał się, że będę mu na poprawki przyłazić i nie daj boże dźwięki z siebie wydawać.

Wracając do Dwulatka - mojego - to odziedziczył talent po Matce co wcale a wcale go nie deprymuje a wręcz przeciwnie, raczej utwierdza się w przekonaniu, że nie dość, że On taki zdolny to i Matuli wyjce są głosem anielskim.
Buczymy więc godzinami, walimy w cymbałki, w bębny i tańczymy. Wprawdzie sąsiedzi z dołu jeszcze ze skargą nie przyszli ale dałabym głowę, że przechodzą na drugą stronę chodnika gdy z naprzeciwka nadciągamy jako 'buczyband'.

W chwilach totalnego, muzycznego wykończenia Matki bardzo skuteczne są zatyczki do uszu. Stosuję. Czasem Dwulatek się skapnie. No skapnie się jak zasnę. Zdarza się komara uciąć, na nanosekundę...
Bo te zatyczki taką błogą ciszę powodują. A gdy Dwulatek już się skapnie i zatyczki zakitra, to okazuje się, że 'są to małe dzidziusie' [WTF???] i trzeba je lulać i inne hece wyczyniać...
Matce zawsze wiatr w oczy.
Oszaleję...

Dwulatek ma swój punkt widzenia:

Zakupy. Oglądam spódnice, Bolo pokazuje 'TOŁ!'
Mama: Ok, kto płaci?
Bolo bez zastanowienia: Mama Aga!
Mama: A może jednak Tata Bartek?
Bolo, Nie, Aga!

[No to Aga zapłaciła. Kartą Bartka. Jak Pan Bóg przykazał...]
 
Mama kupa!
Ok siadaj na nocnik!
Nie!
To robisz w pieluchę?
Nie!
To chcesz na kibelek?
Nie!
To co będzie z tą kupą?
Nie ma.
Nie ma kupy?
Nie ma.
[ chyba jednak jest...]

Rysujemy.
TOŁ!
Będziesz rysował tą kredką?
Nie! TOŁ!
Tą?
Nie! Tamtoł!
Tamtą?
TOŁ!
Tą czy tą?
Tam!
Tą?
Nie!!
To którą chcesz na litość boską??? Wybierz sam!!!
Ryczy...
 
Oszaleję...
 
Dwulatek nadużywa słowa 'nie', właściwie nie nadużywa a wyżyma to słowo, maltretuje, gnębi do granic możliwości. 
Dwulatek przez sen mówi 'nie'. Dwulatek żyje dla słowa 'nie'. Dwulatek powie 'tak' wyłącznie gdy chodzi o czekoladę, kupno warzyw i owoców lub spotkanie z Wujkiem czy Dziadzią...

Dwulatek chuligani. Wystawia język na bok, na brodę, sztucznie się śmieje, puszcza iskry wzrokiem i patrząc człowiekowi prosto w oczy - chuligani. A potem zbiega z miejsca wykroczenia.
 
Dwulatek potrafi przeprosić. Przychodzi z tym swoim językiem na brodzie i mówi słodkie: 'Mamuuuu...' i ślini człowieka tak długo aż człowiek, umoczony od czoła do brody, robi się miękki i całe zdarzenie idzie w niepamięć.
Na minut 8 i pół.

Dwulatek się rządzi. Dyryguje. Mama - TU! Tata - TU! Cici - TAM! - rozsadza.
Rządzi w samochodzie. Otwiera garaż pilotem. Każe Tacie trzymać kierownicę i nią machać. Każe jechać: tam i tam, tam nie i TOŁ stroną a nie TAMTOŁ!
Każe światłom zmieniać się z czerwonego na zielone i jest święcie przekonany, że ta zmiana następuje dzięki jego zarządzeniom.

Oszaleję....

W trakcie macierzyństwa nauczyłam się powtarzać sobie, że 'nic nie jest na zawsze, że 'to' się wreszcie skończy'.
Często ratowałam się tak przed skokiem balkonowym...
I faktycznie kolki się skończyły. To przyszło ząbkowanie. Ząbkowanie złagodniało - przyszło jęczybulenie.
Jęczybulenie [prawie] ustało - przyszedł zadzior-dwulatek...
Czyli co? Zgadza się.
Nic nie jest na zawsze bo jak masz katar to on się w końcu skończy...
ale zapaleniem zatok...
co później rzuci się na uszy....przewlekle...
Oszaleję.

--------------------------------------------------------------------
 
 
 
Bolo najchętniej chodziłby w różowych okularach Mamy.
Ale ostatecznie mogą być i te jego...
Wszyscy chodzą w Babiatorkach.
A my nie!
Wybraliśmy okularki Beaby [mam wielkie zaufanie do tej marki jeszcze z czasów niemowlęctwa]
Sprawdzają się super. Wyglądają bosko - tzn chuligańsko.
A w dodatku są absolutnie niezniszczalne i łatwe do założenia przez Bobka himself...
[Okularki marki Beaba zapewniają 100% ochronę przed promieniowaniem słonecznym. Posiadają szkła 4 kategorii - idealne na najmocniejsze słońce. Szkła użyte w okularkach jest nietłukące. W komplecie jest etui na okularki. Posiadają rok gwarancji. Elastyczne i długie zauszniki zabezpieczają zsunięcie się okularków z głowy oraz zapewniają wygodne noszenie. Przeznaczone dla dzieci od 18 do 36 miesiąca życia]
 
Okularki Beaba TU --> Tublu 







A w kwestii szaleńczego muzykowania z całego serca polecamy perkusję Janod.
Granie od rana do nocy zapewnione, a do tego mega przemyślana konstrukcja i ładny design.
Doskonała jakość.
Nie trzeba chować po szafkach bo wygląda sama w sobie super.
To prezent na urodziny Bola. Rewelacyjny! Radochy co niemiara.
Bardzo polecamy nie tylko Dwulatkom...

Perkusja JANOD np TU --> KLIK








30 komentarzy:

  1. hahaha...mam bardzo podobny etap z moim 3 latkiem:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to z 3 latkiem??? To tak bedzie przez caly nastepny rok.. i jeszcze dluzej? Matko Bosko Kochano.. Nie strasz!

      Usuń
    2. aaaaa hahahahahaha posikałam sie teraz))))))))))))))))))))))

      Usuń
  2. Oj, negocjacje to podstawa. I dobry argument :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tekst już tradycyjnie lata wysoko. Rewelacja.
    Co się naśmiałam i nabałam :| to moje :D

    ps. przepiękne zdjęcia, klasa!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nieźle:) Uwielbiam się rechotac na Twoich postach:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Centralnie się po"psikałam" ze śmiechu a to śmieszne nie jest bo od porodu mam słaby pęcherz hahaha - uwielbiam twoje posty <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Tata Matyldy9 lipca 2013 12:17

    Pełna wizualizacja. Brzuch mnie boli! Tekst wymiata :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam 3 razy, raz sama, potem na głos mężowi a na koniec czytaliśmy razem. Padliśmy :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj pamiętam, pamiętam, jak brat mój jako 2-3-latek chodził i wkurzał wszystkich swoim nie-e. I to właśnie koniecznie z tą pauzą :D Na samą myśl, że Zula tak będzie robić nerw mnie łapie. A perkusja bossssssska - kolejny rujnujący budżet wujków, dziadków i rodziców pomysł na pierwsze urodziny :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ala Widawska9 lipca 2013 12:37

    Esencja Klocka i Kredki. KOCHAM!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i esencja dwulatka :D

      Usuń
  10. I znowu płaczę, co tam! ryczę ze śmiechu u ciebie!!!
    Bolo boski!

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakie to znajome, eh...to chyba ten słynny kryzys dwulatka:) Mamy identyczne sceny z tym, że zwerbalizowane już bardzo dobrze, bo córa śmiga językiem niczym Miodek, co akurat w połączeniu z jekami, stękami i waleniem w co się da przyjemne dla ucha nie jest. Tak więc ostrzegam, że będzie gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Super tekst :) :)
    Nasz syn ma 2 lata 3 miesiące i tak się składa, że bardzo szybko nauczył się mówić. Generalnie jak miał półtora roku składał krótkie zdania, teraz buduje wielozdaniowe wypowiedzi Taka papuga nam się trafiła, mówi i komentuje non stop rzeczywistość (rodzicielska duma mode:on ;-) )

    W każdym razie chwilami zapominamy że to dwulatek dzięki tej kwiecistej mowie, ale syn przypomina nam o tym bardzo szybko :D I gada, wciąż gada, oferując nam wgląd w jego dwulatkowe zagmatwane myślenie :D

    Np. zakładam ostatnio bluzkę
    - niee, ja nie chcę, ja chcę tylko z kopalką, ja się nie zgadzam na bluzkę bez kopalki.
    - ale nie ma tej bluzki (i zbliżam się powoli z bluzką)
    - nieeee, nieeee, nie pozwalam ! nie pozwalam !
    - ale skarbie, bluzka z kopalką jest w praniu
    - z kopalką , z kopalką, mama, wyciągnij z kopalką, na-tych-miast ! no wyciągnij, no ! mama, no !

    I tak w koło Macieju dyskusja o każdej rzeczy :D Ja nie oszaleję, ja mam wrażenie że już oszalałam. I darcie szat na sobie niemalże jak człowiek -matka podchodzi z bluzką do zmiany.

    A słowo NIE przepięknie wstawia w teksty piosenek, które śpiewa :D
    Nie wlazł kotek na nie płotek i nie mrugaaaaaaa nie ładna to piosenka nie długaaaaaaa

    Eh :)

    Łączymy się w szaleństwie, my też przeczekujemy dwulatkowe wyskoki.
    I cudownie sprawdza się u nas zawężenie wyboru - zawsze dostaje dwie opcje do wyboru, żeby interesy nasze jak i jego możliwość własnego wyboru zostały zaspokojone :)

    Ewelina



    OdpowiedzUsuń
  13. O Jezusie ! A myślałam, że mój dwulatek jest wyjątkowy, zwłaszcza w swej muzykalności ;)

    Oprócz tego WSZYSTKIE inne podpunkty też się zgadzają ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. No po prostu rewelacja!!! Płakałam ze śmiechu :))) I nie tylko dlatego, że post napisany wspaniale i lekko ale głównie przez to, że wszystkie te sytuacje dzieją sie u nas - jestem mamą dwulatka :) i nic już nie jest mi obce...
    Jednym zdaniem - Pisemna wizualizacja naszego dwulatkowego świata :)))
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  15. Genialne, łzy strachu i śmiechu zalały mi klawiaturę :D

    OdpowiedzUsuń
  16. BOLEK BOSKI! w tych okularach - aż czuję to jego chuligaństwo <3

    piękne te zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  17. HAHAHA! padłam! Jestes niesamowita obserwatorka z ogromnym darem slowa. I oka! :) pozdrawiam, wielka fanka :P

    OdpowiedzUsuń
  18. To wszystko przed nami (no, może nie wszystko, mówię o charakternym dwulatku...). Póki co jesteśmy na etapie "rocznego+" jęczybuły i awanturniaka gdy coś jest nie po jego myśli (chociaż generalnie pogodny i zadowolony z życia gość).

    I jeszcze chciałam dodać, że jestem pod wrażeniem całego bloga i czytam go od jakiegoś tygodnia, (jakoś się przyzwyczaiłam do tego strasznego czarnego tła i białych liter) i zapisuję co ciekawsze propozycje zabawek (mamy słąbe, głównie odziedziczone po kuzynach fiszerszajsy) i książeczek, których jeszcze nie mamy (a trochę mamy). Bardzo Ci dziękuję, w imieniu swoim i dziecięcia (mniej w imieniu portfela) za ciekawe, przemyślane propozycje:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie martw się, bunt dwulatka szybko sie skończy. Potem przez ładnych parę lat będzie to kochane, grzeczne, posłuszne... a potem nadejdzie wiek dojrzewania... Ha! ;)
    bbasia

    OdpowiedzUsuń
  20. Trzylatek mniej więcej tak samo ma, śpiewa z balkonu biesiadne piosenki, niech się sąsiedzi cieszą.

    OdpowiedzUsuń
  21. Oj jakbym czytała o naszej rodzinie nasza dwulatka słowo NIE ma wyuczone nawet obudzona w nocy powiedziała by nie. Nie ce! nie to! nie tak! NIE NIE NIE
    ale my już 2 miesiące po drugich urodzinach i jakoś nie widać końca tego dwulatkowego bunciku.

    OdpowiedzUsuń
  22. Super tekst! Niestety obawiam się, że to faktycznie się nie skończy.... z wiekiem negocjacje staną się za to co raz bardziej skomplikowane, mi np. na prośbę o posprzątanie pokoju i poukładanie konkretnych zabawek/książek/kolorowanek itp. na półkach i w biureczku zdarzyło się usłyszeć: "Mamo, a Ty jakbyś miała swój pokój, to czy chciałabyś żeby ktoś mówił Ci gdzie i co masz położyć?" i jeszcze odnośnie bałaganienia "A może ja tak mam i nie mogę już tego zmienić" :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Skąd ja to znam ;) i do żłobka wybiera wczorajszą, brudną bluzkę z księżniczką, inną nie bo histeria!

    OdpowiedzUsuń
  24. Znam to,u mnie mają już 5 i 9. NA SZCZĘŚCIE! ale niestety NIE jest nadal używane.
    Zapraszam do Nas :)

    OdpowiedzUsuń
  25. a u Nas dla WAS blogowe wyróżnienie – Liebster Blog zapraszamy http://koornikowo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  26. Poczułam się jak w domu, takie same podejście dzieciacha do rodzicielów...tylko mój dzieciach tak jakby rok starszy...ale reszta taka sama ;)

    OdpowiedzUsuń