piątek, 23 sierpnia 2013

nie wychowuj mi dziecka!



Na potrzeby tego tekstu musimy przyjąć, że używane poniżej pojęcie 'Człowiek' odnosi się do: sąsiadek, koleżanek, babć, wujków, listonoszy, dentystów, dziadków, cioć, piekarzy i każdego innego człowieka, który pojawia się w naszym życiu na kilka godzin w tygodniu, na pół dnia w miesiącu, na parę minut w ciągu dnia lub na parę sekund podczas stania w kolejce.

Dalej.
Mogłabym przytoczyć badania. Jakieś tam, 'skaś' tam, najlepiej z USA. Albo US - brzmi profesjonalniej.
Ale jako, że doprowadza mnie do szału przytaczanie wszędzie badań [wyjętych z nosa] by popierać swe tezy, na które przecież zawsze znajdziemy antytezy a co za tym idzie - i popierające je badania, nic przytaczać nie będę.
Nie będę nawet się mądrzyć pedagogicznie. Piszę jako Matka, która ma ochotę zakrzyknąć:
'Nie wychowuj mi dziecka Człowieku!!!'

To pokrzyczę.

Pani Dentystka. 
Między słowami, wynika z rozmowy, że Bolo śpi z nami. O ja pierdu!!!!
Pani D. aż zachłysnęła się własną śliną. Cooo? Co?! 
I do Bola:
'Taki duży chłopiec i śpi z rodzicami? Powinieneś spać sam, jak wszystkie duże dzieci!'
Bolo:
'Nieee, z mamoł, z tatoł!'

Pani Dentystko. Nie Pani to sprawa z kim, jak i w jakiej piżamie śpi moje dziecko. To moje dziecko.
Nie mów MOJEMU dziecku co 'powinien' a czego nie 'powinien' - Ty, Pani Dentystko natomiast powinnaś zająć się lakowaniem jego zębów a nie jego wychowywaniem.

Tak, Pani Dentystka, sądząc, że ma monopol na rację, jak 99% społeczeństwa, stawia nas w bardzo przykrej sytuacji. Bo raz, nie zna kontekstu, nie wie czy Bolo ma lęki, czy może my zwyczajnie lubimy spać razem, a może mamy tylko jedno łóżko w domu? 
Dwa. Prowokuje mnie, Matkę, do tłumaczenia się z czegoś z czego nie powinnam się tłumaczyć.
Ale taka natura ludzka właśnie jest. Chcemy odeprzeć zarzut. I zaczynamy: aaaa bo to, a boo tamto, a my to tak, a chcemy żeby tak...
Nie. 

Trzy. Stawia dziecko w niezrozumiałej, niepotrzebnej, napiętej sytuacji, z której stara się wybrnąć najlepiej jak potrafi. Na swoje dwa lata.
Zaprzecza. Opowiada o 'swojej, znanej, bezpiecznej rzeczywistości'.
Bo MY go tak wychowujemy.

Cztery. On NIE jest duży. On jest całkiem mały. Relatywnie bardzo mały. Ciut większy niż niecałe 2 lata temu ale ciągle jest MAŁY. I gdy będzie miał 6 lat nadal, w skali całego życia, będzie mały.
Używanie szantażu ambicjonalnego: jesteś już duży więc powinieneś.... jest jedną z największych krzywd wyrządzanych dzieciom. Pozwól, Człowieku, dziecku być małym!

Nie Pani Dentystki rola oceniać. Nie jej rola pouczać. 
Nie jej rola przeżywać nasze spanie razem czy osobno.
Nie wychowuj Człowieku mojego dziecka!

Sąsiadka. Pije kawę. Plotkujemy. Pierdoły.
Bolo zmajstrował coś do pieluchy.
Sąsiadka: 'To Ty Boluś jeszcze w pieluchy robisz? Bo wiesz, Alinka to już od pół roku sika do kibelka...'
Bolo: 'Nieeee, Boło tu!' pokazuje na pieluchę. 'Linka tam!' pokazuje na toaletę.
Dla niego jasne.

Sąsiadka bierze MOJE dziecko, w MOIM domu za rękę i prowadzi do łazienki. 
'Chodź, pokaże Ci co powinieneś zrobić!'

Ja Matka - niewidzialna. Ja Matka - z pewnością jeszcze nigdy nie pokazywałam mojemu dziecku do czego służy klopek. Ja Matka - mam czuć się winna, bo moje dziecko nadal trzaska w pieluchę a już JEST TAKI DUŻY! Ja Matka - powinnam się wytłumaczyć bo skoro Alinka...

Nie. Ja, Matka, mówię - wara!
Bo nie znasz kontekstu. Bo to moja rola. Bo to nie Twoja sprawa. Bo uwłaczasz mi. Obrażasz swoim zachowaniem moje dziecko. Odzierasz z godności.
Zamij się swoją kupą i nie wychowuj mi, Człowieku, dziecka!!!

[przy okazji kontekst jest taki, że najwyraźniej, niezależnie czy w pieski, kropki czy czaszki, majtki w rozmiarze 92/98 zamieszkuje ogień piekielny...]

Sklep.
Przez ponad godzinę robimy zakupy. Bolek jest rewelacyjny. Pomaga. Cieszy się. Podśpiewujemy.
Nagle dzwoni mój telefon, wypada z ręki pusty wafelek od loda i balon.
Bolo dramatycznie biegnie po balon [ no co?! nie chce go stracić!], potyka się o Panią zdającą się nie zauważać tego co poniżej kolan, łapie balon i szczęśliwy krzyczy:
'Mama! Mam! Dla Boło bałon!' 

Pani:
'Nie krzycz chłopczyku! To niegrzeczne!'
Bolo:
'Boło bałon!!! Bolo bałon!!'
Pani przytrzymuje MOJE dziecko, z oburzeniem ciska we mnie gromy 'oczne' i mówi:
'Gdy jesteś w miejscu publicznym nie wolno krzyczeć! Nie wolno, rozumiesz? Jesteś niegrzeczny!'
Bolo cicho:
'Tak...'

Dlaczego Człowieku nie znając kontekstu, który jest taki, że dziecko krzyczało z radości i podniecenia, mówisz MOJEMU synowi co wolno a czego nie wolno.
Jakim prawem go pouczasz? Oceniasz? Dotykasz?
A w mordę chcesz za 'Jesteś niegrzeczny!'???
Nie wychowuj Człowieku mojego dziecka!

I co ja mam Bolowi powiedzieć? Nie słuchaj tej Pani, nie ma racji, i nie ma prawa tak do Ciebie mówić?
Powiedziałam, że właśnie jest grzeczny, bardzo grzeczny i bardzo dzielny.
Ale mój syn już nie był tego taki pewien...

Wujek-dziadek. Rodzina. Dalsza.
Domek letniskowy. Miły weekend.
Siedzimy z Bolem pod drzewem i opowiadamy: a tam dalej, za tą gałęzią jest dziupla, w niej siedzi sobie wiewiórka, ma malutkie dzieci, trzech synków i jedną córeczkę, chyba właśnie jedzą obiad, i chrupią ząbkami orzechy, chrupchrup...

Wieczór. Bolo bierze Wujka-Dziadka za rękę, drugą łapie mnie i ciągnie nas do drzewa 'z wiewiórką'.
'Tam, chrupchrup i dzidzi!!!'
Ja: 'Taaaak, chyba już zjadły wiewiórki obiadek, zaraz będą myły ząbki i szły spać'
Wujek-Dziadek: 'Tam nie ma wiewiórek!!!'

Ok. Nie załapał. 
Ja: 'Wujku- Dziadku, ależ są! Właśnie słyszę jak szorują zęby!'
On: 'Mówię Ci Bolo... [Matka - niewidzialna] - nie ma tam wiewiórek. Wiewiórki tu nie mieszkają!'
Bolo się popłakał.

Bo teorię Człowiek ma, żeby dzieciom mówić prawdę, samą prawdę i tylko prawdę.
Bo zabawa w magiczne myślenie to okłamywanie.
Jak nie można 'wejść' do sąsiadów, którzy mają owce, bo wyjechali, to trzeba tak właśnie powiedzieć dziecku a nie np: 'oj Synku, wiesz, przyjdziemy jutro bo owieczki chyba już śpią' - co przełoży się na wieczorne opowieści i słodkie sny...
Nie.
Nie zabieraj Człowieku fantazji, radości i wyobrażeń MOJEMU dziecku.
To ja go wychowuję. I wychowywać będę używając magicznego myślenia jak długo się da.
Może będzie wierzył w Świętego Mikołaja do 10 roku życia? Chciałabym.
Nie Twoja rola to 'prostować' i siekać mi 2 latka prostą rzeczywistością.

Koleżanka. 
Bolo: 'Ja cham! Ja cham!' i pokazuje jak układa puzzle.
Koleżanka: 'Bolo SSSam, powiedz SSSam.'
Bolo: 'Cham! Cham!' - z uśmiechem od ucha do ucha.
Koleżanka: 'Nie, nie, źle. SSam. SSSS! Powiedz sssss'
Bolo milczy kolejne pół godziny.

Koleżanko - moje dziecko nie jest głuche. Jest niegotowe aby wypowiedzieć ten zestaw głosek.
Jego aparat artykulacyjny dopiero się rozwija. To nie jest czas na ćwiczenia artykulacyjne.
Ty mów poprawnie. To wystarczy. Na razie. 

Kolega. U mnie u domu.
'Bolek! Nie wolno brać pilota!
Bolo: 'Boło tak!'
Kolega: 'Nie wolno!!!'

Wolno Kolego. W moim domu, mój pilot wolno mu brać.
W twoim domu, twój pilot, twoje zasady. Wtedy nie wolno.

Nie wychowuj mi dziecka!!! 

Gdy moje dziecko je z ziemi a ja stoję obok - to znaczy, że mu wolno.
Gdy moje dziecko idzie tyłem po chodniku a ja idę obok - to znaczy, że mu wolno.
Jeśli moje dziecko próbuje MOJEJ kawy to znaczy, że mu wolno.
I gdy moje dziecko mówi na wodę - kawa - to znaczy, że mu wolno.

-------------------------------------------------------------

To jest bardzo proste. Wszyscy, no prawie wszyscy mają dobre intencje. Ale ciężko złe metody.
Skąd pomysł Człowieku, że masz prawo wychowywać, pouczać, oceniać, poprawiać, korygować MOJE dziecko???
Nie masz prawa. Szczególnie gdy ja stoję obok.

Jeśli uważasz, że popełniam błąd, że masz rozwiązanie, lepsze, że z czymś się nie zgadzasz - powiedz MI o tym, nie dziecku.
Ja chętnie porozmawiam. Spojrzę na sprawę z innych punktów widzenia. Pomyślę, a może przyznam Ci rację i zmienię swoje zdanie.
Ale to JA. Nie Bolo. To ja i jego Tata decydujemy o jego wychowaniu. Nie Ty Człowieku.
Nie wychowuj mi dziecka. Proszę - a przy tym zdecydowanie tupię nogą...


piątek, 16 sierpnia 2013

nibyLODY - KIK w kuchni.


Post spontaniczny, na haju pisany. Haju spowodowanym radością z deseru, który:

a. jest w miarę ok zdrowotnie, a jak się postaramy to będzie serio, serio zdrowy
b. robi się tak, że i Kredce wychodzi
c. wersja max ma 140 kcal, wersja light ma 90kcal!!! [raj?] / sporą porcję
d. jest pyszny, rozpływający się ustach, coś pomiędzy panna cottą a sernikiem na zimno
e. rozchodzi się w mgnieniu oka, niezależnie czy masz lat 30+, czy 2+, czy 25+ i jesteś fit... 
[ciooocia... zresztą to ona skrupulatnie policzyła te kcal ;) ]







Przepis podstawowy zaczerpnięty z MojeWypieki

Polecamy, szczególnie dla mam dbających [czasami ;) ] o to co trafia do dzioba dzieciora i tych, co o linię swą osobistą [starają] dbają.
I muszę wspomnieć o jednym, najważniejszym plusie, mój niejadek, który prawie niczego nie tyka - to tyka i to z wielką radością.
Oczywiście tyka lody-lody... więc oznajmił - Boło robił łody mamoł!
Deser ten spokojnie może być przemycany w wersji - zdrowsze ŁODY. Małe się nie skapnie, że jogurt mu serwujemy...


NIBYLODY
  • 750 g jogurtu greckiego, w temperaturze pokojowej
  • 1 łyżka ekstraktu z wanilii [ dodatkowo dodałam laskę wanilii ]
  • 130 g cukru pudru, przesianego [dałam 90 g, absolutnie starcza ]
  • 24 g żelatyny w proszku
  • 200 g śmietany kremówki 30%, schłodzonej [dałam 100g, luzik! i tak pycha! ]
  • 350 g jagód lub borówek amerykańskich, świeżych lub mrożonych
dla wersji odchudzonej i zdrowszej:
- cukier zastępujemy miodem
- rezygnujemy z kremówki
- rezygnujemy z kremu na górze: 125 g serka mascarpone, 1,5 łyżki jagód, 2 łyżki cukru pudru
- ładujemy więcej owoców: maliny, porzeczki, jeżyny, truskawki....

W większym naczyniu wymieszać jogurt grecki z ekstraktem z wanilii i cukrem pudrem. Odłożyć.
Żelatynę namoczyć, następnie rozpuścić w 1/4 szklanki gorącej wody. Dodać do niej 4 łyżki odłożonej masy jogurtowej i wymieszać. Sprawdzić między opuszkami palców - nie powinno być w niej grudek. Gdyby były - podgrzać lekko w mikrofali lub nad parą wodną (nie gotować) i raz jeszcze dokładnie wymieszać. Całość dodać do pozostałej masy jogurtowej, wymieszać.
Schłodzoną kremówkę ubić na sztywno. Przełożyć do masy jogurtowej i wymieszać. Odłożyć do lodówki do lekkiego zgęstnienia (uwaga: tężeje szybko). Dodać jagody (mogą być zamrożone, nie powinny być jednak zbite w jedną bryłkę) lub borówki amerykańskie (je wcześniej odmrozić i osuszyć na papierowym ręczniczku). Wymieszać.
Przygotować formę o średnicy 23 cm, najlepiej z ceramicznym spodem i silikonową obręczą (tradycyjną formę wyłożyć papierem do pieczenia, wypuszczając papier poza obręcz). Do formy przelać masę jogurtową z jagodami, wyrównać.
Schłodzić w lodówce do całkowitego zastygnięcia.

BOSKIE!!!!!!!!!!!!!!
[ i można zjeść po treningu, samo białko! 
a nie jak Kredka potrafi... ]








środa, 14 sierpnia 2013

nasza broń...kobieca. KIKI.



Piersi, biust, cycki, cycuszki...
Wg Bola - 'kiki'.

Drogie Panie, dziś rzecz będzie traktowała o owych kiki, moich, waszych i waszych sąsiadek.
Bo jak to jest z tymi cyckami?

Ano mogłabym napisać kolejne pierdy na temat akceptacji samej siebie, na temat ich wyglądu, kształtu i koloru. Że życie to życie i nikt nie wygląda z nagimi kiki tak jakby chciał.
Mogłabym też pisać, że skoro coś Wam przeszkadza - to zmieńcie to.! Och jakież to teraz popularne, wszędzie, wszędzie! gazety, magazyny, portale, fora - pełne są mądrości. Albo zaakceptuj albo coś zmień.
Takie to proste.
A dupa, odwalta wy się wszyscy od naszych kiki i reszty ciała. Mam dość pouczeń, tez i opinii, mniej lub bardziej anonimowych ludków uzurpujących sobie prawo do radzenia nam, i to w sposób kategoryczny.
A dupa. Moje kiki i będę sobie z nimi robiła i traktowała je, jak chcę.
Dotyczy to też, oczywiście!, karmienia piersią, więc Drogie Orędowniczki, Apostołki, Inkwizytorki - leżeć!
Nie Wasze dzieci, nie Wasze kiki, nie o tym sprawa...

Sprawa będzie o tym, że kiki to 'łepon' masowej satysfakcji. 
O ile użyjemy go mądrze, nie będziemy naużywać i będziemy o niego dbały - wygramy wszystko.
Bo prawda jest taka, Moje Panie, że mężczyźni, no duża ich część przynajmniej, za kiki odda i zrobi prawie wszystko.
Już taki Mały Bobek do kiki będzie się tulił, miętosił, czule przemawiał i czuł błogostan chowając w nich głowę. [prawie nie karmiłam piersią a osobisty Bobek za nagie kiki odda wszystko a nawet zaśnie... więc proszę tu nie wnioskować, że ów zachwyt wynika z faktu, że [czasem] z kiki leci obiad...]
Duży Bobek... o! ten to już całkiem za kiki szaleje. Co jest takiego w tych częściach naszych ciał rozkosznego - nie wiem, ale wiem, że dla 'pokaż kiki!' zrobi naprawdę wiele. Każdy przeciętny facet chce żeby mu te kiki objawiać, dawać nimi się bawić i mówić mu, że są tylko jego.
[to jeden z powodów, dla których mężczyźni mają dość ambiwalentny stosunek do karmienia piersią, bo nie dość, że zabiera im się ICH zabawkę na dobre parę miechów {lat?!}, to jak już ją czasem z łaski na chwilę dostaną to jakoś tak głupio im bawić się 'miską z kolacją'...]


Serdecznie polecam handel kiki. Handel nieopodatkowany, bo nie zgłaszamy go nigdzie, często nawet sąsiadce. Używaj Kobieto swoich kiki zawsze wtedy gdy czegoś Ci się nie chce. Albo zwyczajnie bo padasz na ryj i jak umyjesz jeszcze jeden kubek to zaczniesz wyć.
A działa to tak.
'Pozmywaj i odkurz cooo?'
'E, może później...' [jak wiemy później nigdy nie nadchodzi, 'za chwilę' z reguły też... czary, próżnia czasowa!]
'Pozmywaj i odkurz a pokażę Ci kiki!'
'Ok.'

Nic tak nie kręci faceta jak pokazanie kiki znad gara rosołu. Wtf? Nie wiem. Ale działa.
[jedna uwaga, rosół lubi wchodzić swym zapachem w ubrania i pory, nic tak smuci jak piękne, nagie kiki pachnące kurzym wywarem więc wybór zupy w tym tekście jest przenośnią!]

I uwierzcie Kobity - kształt, stan [majątkowy też..], wielkość, kolor... nic nie ma znaczenia.
Znaczenie ma sytuacja. Klimacik. Rozbrykanie i to poczucie, 'ale my niegrzeczni...'.
Nie zapominajmy, że jesteśmy niegrzeczni na świeżo odkurzonym dywanie z czystym zlewem po lewej...
Bezcenne.


Oczywiście poza kiki jest jeszcze jedna broń. Duuuużo skuteczniejsza, niestety nienadająca się na post póki nie będzie zakładki 18+. A będzie. Jednak tę broń warto wykorzystywać dużo rzadziej i w bardziej przemyślanych okolicznościach, typu: 'niezmiernie potrzebuję tych nowych butów oraz natychmiast, jutro muszę mieć dayspa...' Bo broń ta, wymaga od nas niemałej pracy. Co ja mówię. Roboty ciężkiej wymaga! Bo jak mawiała Samantha z Seksu w Wielkim Mieście: ****job, nazywa się 'job' bo to cholernie ciężka praca jest! No.

Ale wracając do kiki.
Skoro takie przydatne i takie pożądane są to warto dbać o nie dobrze. To nasze przyjaciółki. To nasze ambasadorki. Bo gdy kończą się argumenty, wyciągamy kiki i znowu mamy 'win situation!'.

Moja Babcia, która jest w niebie, moja mentorka ws damsko-męsko-erotyczno-praktycznych była tancerką przedwojennej burleski. Kiki niejako były jej narzędziem pracy. Codziennie smarowała je oliwką i robiła 50 damskich pompek. I fakt jest taki, że na późniejsze lata, jej kiki nadal świeciły przykładem wielu młodym babeczkom, że da się, że warto. 
[tu jedna rada mojej Babci - stań przed mężczyzną i zacznij swoje nagie kiki smarować [dla nawilżenia!] oliwką, oliwą, czymkolwiek o podobnej konsystencji. Zrobi i kupi wszystko.  
Używaj Wnusiu rozważnie, np wtedy gdy masz chrapkę na nowy samochód...]

Kremy, balsamy, masła, serum. Lepsze, gorsze, drogie, tanie, histerycznie drogie. A dupa.
Jedynie o co w tym chodzi to porządne nawilżenie.
Zróbcie kiedyś test na nogach [ na kiki lepiej nic nie testujcie! ] i przez 3 dni smarujcie tylko jedną nogę czymkolwiek nawilżającym. A drugą nie. Po trzech dniach spójrzcie w lustro. Ta nawilżona będzie wyglądała na szczuplejszą, zgrabniejszą i zadbaną, nawet kolorystyka będzie bardziej zachęcająca. 
No właśnie. Kiki trzeba nawilżać. Wyglądają lepiej, natychmiast, na cito. 
[na cito przydaje się szczególnie gdy chodzi o:
'Dzisiaj Ty go usypiasz, dobrze?' - 'Ale dziś twoja kolej!' - 'No proszę, to pokażę Ci kiki' - 'OK!']

Dalej - ćwiczenia. No pewnie. Mogę tu wypisać całe zestawy. I oczywiście te ćwiczenia działają pod warunkiem, że robimy je ciągle, każdego dnia przez lata. I nie przestajemy.
Trochę przesrane i przypomina ćwiczenia Kegla [ a kysz!!! ].
To co mogę doradzić z własnego doświadczenia to ćwiczenia kardio.
Bieżnia [bieganie ogólnie], orbitreki, elipsy... Wysokie tętno i praca [prawie] wszystkich grup mięśniowych.

Ale, ale, czy wiecie, że nasze piersi też biegają? Też ćwiczą? Serio.
W ciągu godzinnego biegu piersi, same, potrafią pokonać ponad kilometr!
No litości dla kiki! W dodatku w trakcie biegu wkonują ruch ósemkowy. 
Jak do tego dodamy ich ciężar oraz grawitację [grawitacji kiki nie lubią jak każda z nas wie] to efekt będzie taki, że nie dość, że kiki mogą się na nas obrazić, to mogą boleć a zamiast się podnosić będą spadać na łeb na szyję.
Rada?
Oczywiście dobry biustonosz. Stanik po ludzku. Ale naprawdę dobry.
Mam nadzieję, że nie muszę pisać o tym, że te oto, ubranka dla kiki, powinnyśmy kupować a przynajmniej przymierzać u brafiterki prawda? I wiemy wszystkie o tym, że połowa naszych piersi znajduje się na plecach i pod pachami i należy je zgrabnie przesuwać na porządane miejsce przy każdym zakładaniu stanika?
I wtedy okazuje się nagle, że nie mamy miseczki B a DD. Co za radość! Jego...
I prawda, że to już nie te czasy, że cała Polska nosi 75C?
I wiecie, że na co dzień, nie nosimy staników z sieciówek, które bywają bardzo ładne ale latami zniekształcają nam nasze kiki?
[polecam bieliznę 'górną' z sieciówek' na chwilę, tzn wtedy gdy wiemy, że zaraz ją zdejmiemy, świetnie się sprawdza w tej roli!]
Wiemy też, że żeby prawidłowo mierzyć obwód biustu musimy pochylić się mocno do przodu?
No, to dobrze, że wiemy.

A do ćwiczeń? Wyobraźcie sobie pierś DD biegnącą na waszej klatce piersiowej bez porządnej obroży.
Toż taka pierś nie dość, że co parę sekund lądowałaby na naszej szyi, to jeszcze po miesiącach paru przypominać będzie nędzną biedulkę a nie prężną królową.
Zresztą B, mimo, że może mniej spektakularnie, tak samo w kość dostanie...
Nie ma siły. Tak jak dla stóp - tak dla kiki - muszą być profesjonalne ubranka.
Reszta może być z Lidla...

Polecam najmocniej, bo używam od lat 6, SHOCK ABSORBER*. 
To marka sportowa, wyłącznie dla kobiet i ich kiki.
To marka, która przeprowadza badania intensywniejsze niż Nasa, podobno...
Aż tak nie wnikam, ale wiem, że SHOCK ABSORBER trzyma moje DD mocniej niż kiedykolwiek, jakikolwiek facet. Nie mają prawa drgnąć. I nie śmią! 
Tak więc Drogie Posiadaczki Cudów Natury, jeśli ćwiczycie, jeśli planujecie ćwiczyć, albo jeśli zwyczajnie potrzebujecie 'wsparcia', chociażby po karmieniu - polecam całą sobą, łącznie z moimi kiki.
[znam babeczki, które w SHOCK ABSORBER'ze śpią, lub spały parę miesięcy po odstawieniu ssaków, i przysięgają mi, że są efekty, bo cycek to dość plastyczna masa, przy stanowczości daje się formować...]

Gdzie kupić? A wszędzie w PL :) lub poza...


* artykuł sponsorowany przez SHOCK ABSORBER


sobota, 10 sierpnia 2013

Roczkowa ZŁOTA LISTA

Prace nad nowym 'KiK'iem trwają.
Niebawem roczek KlockaiKredki.
Z tej okazji spędziłam dwie noce, cofając się w czasie i dumając.
Co kupiłabym ponownie?
Co KUPUJĘ ponownie bo się wyrosło, bo się skończyło, bo chcemy więcej...
Co jest naszym hitem przez całe miesiące, baa lata! można powiedzieć...
Dziś podsumowanie. Złote Wybory.
Misz-masz praktycznych niezbędników i miłostek...
Będą też rzeczy niepokazane dotychczas na blogu - gdzie ja miałam głowę???


Instruktaż - jeśli coś już było na Klocku - nie linkuję, nie bardzo opisuję - bo po co się powtarzać...
Ale będzie adnotacja - 'było!'
Zachęcam do użycia wyszukiwarki [tak! takową mamy i nawet działa!].


I zanim zaczniemy  prezentować nasze hity musicie wiedzieć, że jeśli miałabym być w 100% zgodna ze sobą to ten post zawierałby wszystkie książki prezentowane w Biblioteczce a dopiero potem inności.
Jednak nie ma sensu drugi raz zachwycać się nad każdą pozycją więc serdecznie zapraszam do szperania w tej zakładce. Absolutnie każda z pokazanych tam książek jest nadal/wciąż/stale w użyciu. 
Nawet te z początku bloga, czyli gdy Bobek miał rok...tyle, że teraz czyta je 'cham!' swojej Kaczce...

Tak samo na liście powinien znaleźć się nasz wózek. Ale to inna liga jakby... Jednym zdaniem - żałuję, że go mamy dopiero od pół roku i nie żałuję ani pół złotówki na niego wydanej...
Nasz wózek tu KLIK


ZŁOTE WYBORY KiK NA ROCZEK!

Melamina.
Uwielbiam, ubóstwiam. Dla dorosłych i dla dzieci. Śliczne. Boskie kolory. Nietłukąca, łatwa do zmywania, wyglądająca na masywną porcelanę - a leciutka jak piórko. Zamieniłam [na raty] codzienną zastawę na CAŁĄ z melaminy. Bezpieczne dla dziecka - cudne dla oka rodzica. 
Nie do zdarcia nawet przez wściekłego dwulatka.
Mamy talerze miętowe, i miseczki lawendowe, i kubki błękitne... A łyżeczki - uwielbiam je do deserów, 'wysokiej' kawy, koktajli, jogurtów czy lodów. A Bolo nimi i tylko nimi wciąga - 'cham' - kaszę...
Produkty z melaminy różne [boskie kolory!] KLIK
Produkty dzieciakowe KLIK

GUCIE - nie będę się wygłupiać i pisać setny raz o naszej miłości. Dodam tylko, że gdyby to było możliwe to byłyby jedyne buty Bola. Kupuję co dwa rozmiary, niezmiennie uwielbiam. 
[ było na blogu nie raz -> wyszukiwarka ;) ]
Ubrania - na Klocku rzadko pojawia się Zara, H&M i inne tego typu sieciówki.
Dlaczego? Dlatego, że mam chłopca a dla chłopców w każdej ich kolekcji warte uwagi są 1-2 rzeczy.
I te kupujemy. Jedna, dwie koszulki... i wsio....
Tak więc ubieramy się gdzie indziej.



Marki polskie - ulubione TOP do których ciągle wracam: Zezuzulla, DressYouUp, PanPantaloni.
Jasne, są Flawless, Kidsonthemoon i wiele innych - jednak przypominam, mam chłopca, a chłopcy tak jakby zawsze z boku traktowani są w każdej kolekcji, a może ciężej dla nich projektować? 
Nie wiem, ale jeśli zachwyci mnie bluzka to fajnie, ale żeby od razy tam wracać i dokupywać z miłości? Nieee... Tym bardziej, że ceny nie zachęcają.
Być może, gdybym miała dziewuszkę moje zdanie byłoby inne...
Wspomniane, moje, ulubione 3 marki, może dlatego są strzałem w dziesiątkę właśnie dla nas bo ich twórczynie to Mamy chłopaków?... Bardzo polecam [każda była na blogu]
[jestem już niecierpliwie ciekawa co Zezuzulla, DressYouUp, PanPantaloni zaserwują nam na jesień!]

Marki zagraniczne - moje naj to GAP i Next.
Zamawiam online.
Kocham od narodzin Bolka. Bluzy Gapa mamy po dwie na sezon.
Spodnie jeansowe Next'a [ściągacze na dole, szeroki pas na górze, mega wygodne i miękkie, nie do zdarcia] kupujemy co rozmiar.
Pidżamy GAPa... to mój LOW absolutny. Przylegają porządnie do ciałka, mięciutkie, szerokie ciągacze, po miesiącach używania ledwo tknięte. 
W nocy nic się ciągnie, nie 'majta', są jak druga skóra. Zazdroszczę ich Bolowi!
Mamy kilka par z długimi spodniami i rękawami i kilka z krótkimi.
I tak od roczku. Co rozmiar.
Nie mam słów jak bosko taki 'pidżamowy chłopak' wygląda i jaki jest 'pyszny' w dotyku. 
Fajne motywy [doły w marchewki czy naszyte jednookie ufoludy...]. Cudo.
Na Next'a przez jakiś czas byłam obrażona. Jest taki moment, że te ciuszki 0-18 już nie ale jeszcze te 2+ też nie - to 'gap' Next'a moim zdaniem. Przed i po - lubię bardzo, bardzo. 
Jakość GAPa i Nexta jest świetna [oczywiście zdarzają się wyjątki, jednak mam wrażenie, że te zamawiane online są lepszej jakości niż np w sklepie stacjonarnym GAPa w Wawie... - tak jakby rzeczy na polski rynek były ciut gorsze]
GAP KLIK
NEXT KLIK
Absolutnie muszę jeszcze dodać jeszcze No Added Sugar - ich spodnie NAJLOW! 
Reszta [chłopięca] raczej do mnie nie przemawia... [było na blogu]

Farby w Sztyfcie od SkepOdrzeczy,
Pisałam razy wiele [było na blogu], kochamy, smarujemy, smaruje Bobek, smaruje ja i każda dorosła osoba. Smarujemy po kartkach, kartonach i szybach... Genialne. Odkrycie plastyczne - można powiedzieć.
Kończymy trzecią paczkę a wierzcie mi, że jedna starcza na dłuuugo.
Nie znoszę gdy Bolo ma temperaturę. Nie tylko dlatego, że zwyczajnie mi go żal i serce ściska a chory dzieciak to katastrofa. Też dlatego, że bywa tak, że zmierzenie temperatury graniczy z cudem.
Przyznam Wam się do czegoś. Mam 8 różnych termometrów... Serio. Szukałam. Tego idealnego.
Mamy do ucha, do czoła, na podczerwień, zwykły elektroniczny pod pachę, skroniowy, paskowy, laserowy lekarski... Dno. Jedyny jaki prawdę pokazuje to ten elektroniczny pod pachę [czas pomiaru parę minut wrr], co powodowało wybudzanie chorego, zaryczanego dziecka w środku nocy, bo musiałam wiedzieć czy dawać leki czy nie. Czasem co pół godziny...
Inne kłamią. Najgorszy ze wszystkich chyba jest ten laserowy, który pokazuje notorycznie, że ja mam 42C...
Bo jego pomiar jest uzależniony od tego gdzie [w jakiej temperaturze] wcześniej sam termometr się znajduje. Jak był na kamiennym parapecie to 'białko ścięte' gwarantowane, tak jak i zawał Matki.
Dno. Był czas, że do Bola chodziłam z trzema, jeden mi podświetlał wynik drugiego, potem trzeciego, a z tych dwóch wyciągałam średnią. Po czym budziłam go i tak, bo miałam stracha, że jednak coś źle zmierzone... i wsadzałam ten pod pachę...
Dzięki bogu jest Microlife. Polecony przez Ciocię Magu, która używa go już dwa lata.
Nigdy nie przekłamał. Nieważne 'dla niego' są okoliczności. Pomiaru dokonuje w sekund parę. Podświetla wynik ale co jest totalnie genialnie, świeci niebieską ciupką lampką w miejsce gdzie nim celujesz. Dzięki temu po ciemku wiesz, że dokonałaś pomiaru na czole a nie na nosie... Ma irytującego pipkacza ale da się do unieszkodliwić. Tym sposobem nie budzimy dziecka ani na sekundkę.
Polecam bardzo bardzo bardzo!
Kredki sojowe - kamyki.
Opisane na blogu. Każdego dnia gdy widzę jak Bolo coraz piękniej kontroluje relację oko-ręka i prawidłowe trzymanie innych narzędzi - kocham je bardziej i bardziej....
Magnesy i puzzle Djeco. Pisałam, że nie wszystko 'co djeco to się świeci'. Jednak puzzle i magnesy są rewelacyjne. Piękne, trwałe i idealnie dopasowane do wieku. Sesję z Djeco zaliczamy ciągle i ciągle. Świetne i zawsze trafione na prezent. Bardzo polecam. [było na blogu]
Cotton Ball Lights - kto nas zna wie, że fanami CBL jesteśmy do utraty tchu. Nie wyobrażam sobie naszego mieszkania bez nich. Są w sypialni, są u Bola, są w salonie... A w tym roku kusi mnie żeby były na choince - toż to bombki i lampki w jednym! [było na blogu]
Osmoza Care - preparaty do dezynfekcji rąk. Zawsze i wszędzie z nami. Ulubione - chusteczki. 
Do wytarcia rąk, do wytarcia stołu w parku, do wytarcia rączki od wózka sklepowego... 
Niby od 3rż. A tam... używamy od ponad pół roku i uwielbiamy. Pianki, kremy - wchłaniają się błyskawicznie, bardzo delikatnie pachną i co najważniejsze - nie pozostawiają po sobie śladu ani lepkości. Obowiązkowe w torbie dzieciorowej.
Pianki używam też do... no gdy mamy wypadek na dywan czy podłogę. 
Pięknie dezynfekuje i 'zbiera' zapach...

Ecerin - spray ochronny 50+, ultra wodoodporny. Najważniejsze dla mnie to łatwość aplikacji - psikam i za chwilę nie ma śladu. Nie brudzi, nie klei się. Naprawdę wodo-poto-siuśko-płaczo odporny. 
Uwielbiam, innego nie chcę. Zimną, latem, zawsze w naszej torbie.

OcteniSept - wiem, że zdania są podzielone. My nie używaliśmy na pępek ani na głębokie rany więc nie mam tu zdania. Za to używamy przy skaleczeniach, otarciach, zadrapaniach. I sprawuje się świetnie. 
Nigdy nic nam się nie paprało. Nie szczypie. Dla mnie pierwsza pomoc i spokój, że 'odkażone'. 
Dodatkowo świetnie się sprawdza przy konieczności pobrania u dziecka próbki moczu - co łatwe nie jest, szczególnie u chłopca 'do woreczka', oczyszczenie miejsca OS daje gwarancję czystej próbki. 
OS zawsze w naszej torbie.
Jedna sprawa - myślę, że bardzo ważna, aby OS miał szansę naprawdę zadziałać musi minąć co najmniej minuta, najlepiej 5 minut, w tym czasie nie można 'popsikanego miejsca' niczym przykrywać, zaklejać itd. 
Ok. To nie są rzeczy, które używamy od roku. Używamy ich od lat dwóch!
Kaczki kąpielowe SkipHop - od dwóch lat jest nimi zabawa w wodzie. Zawsze. Dodatkowo służą mi świetnie do mycia Bola głowy, polewania, spłukiwania. Prostota nie do przecenienia. Uwielbiam, to taki must have w łazience gdy mamy Dzieciora...
Kaczki tu KLIK
Deszczowa piłka Plui - opisana chyba na milionie blogów więc nie będę tu tyrad pisać. Powiem wprost - jest super! Im dalej w las [czyt. Bolo rośnie] tym więcej zabaw i zastosowań dla niej znajduje. Właściwie to jedyna zabawka, która z naszej wanny 'nigdy nie wyszła'. Bardzo polecam.
Piłka tu KLIK 
Niekapek SafeSippy i butelka PacificBaby.
Oba 'picia' opisane na blogu.
Krótko - to najlepsze i nadal w użyciu butle Bola. 
Przeszliśmy różne 'drogi', do tych zawsze wracamy, a raczej wraca Bolo. A ja przyklaskuję.
Po miesiącach mogę śmiało powiedzieć, że warto inwestować w mądre rozwiązania.
Oczywiście i tak najfajniejsze niekapki i bidony to te obcych dzieci są....

Maylily. Markę ubóstwiam całą. Niezmiennie od ponad roku. Jednak jeśli lista w tym poście ma zawierać same Złote Wybory - to na jednym z czołowych miejsc są koce Maylily. Że dla Bola sowy na jagodach, sowy na lodzie [wersja duuuuża LOW!] to jakby oczywiste. Bo to jedyne koce, które mają minky po obu stronach. Do zakochania...
Ale, ale... Rosetty... dla mnie, dla dorosłych. Mamy trzy... Serio. I ja i Tata Bola pozbyliśmy się kołder na ich rzecz. Dodatkowo sztuka trzecia w salonie, do książki, do filmu... 
Gdybym tylko wymyśliła czwarte zastosowanie kupiłabym kolejną Rosettę bez chwili wahania.
Powiedzieć, że kocham, że inni kochają [ 6 moich znajomych babeczek nie widzi już relaksu bez swojej Rosetty... ] to mało. Jeśli coś może być idealne to ten koc właśnie taki jest. I wart każdej złotówki.
Jeśli czyta to jakiś mąż to - Mężu! Kup żonie, a sprawisz jej największą przyjemność. Tylko potem nie podkradaj!
[było na blogu nie raz, dodam, że po stu praniach nadal koce jak nowe - jakość sama w sobie.]
Pościel Color Stories
Zaczęliśmy od kompletu dla maluszka. Obecnie mamy 3 duże komplety łącznie z wypełnieniem dostępnym na stronie. Nawet nie patrzę na inne pościele. Jakość powala. Bolo bez swojej kołdry i poduchy nie funkcjonuje. A do tego piękno tych projektów, delikatność, nienachalność, powoduje, że są też cudną ozdobą pokoju. Jesteśmy wierni i pozostaniemy wierni. Bo jak się znajdzie ideał to po co szukać 'po kątach'? Z całego serca polecam. [było na blogu]


NOCNIK POTTY POD - kupno nocnika to prawie jak kupno wózka, ważna sprawa. O nocnikowaniu, odpieluchowywaniu itd będzie osobny post ale gwarantuję Wam, że ten nocnik jest świetny. To co jest w kolorze jest miękkie! A przez to wygodne i jakby... bezpieczne. I nic nie odciska się na dupalu jak w przypadku plastikowych nocników. To było ważne dla Bola bo na inne nie chciał siadać. Dwa, nocnik jest spory i baaardzo stabilny. Stabilność w tym wypadku nie wymaga raczej komentarza... ale też jest ważna dla dziecka - znowu, kwestia poczucia pewności, bezpieczeństwa. Trzy - nocnik ma genialne rozwiązanie - wyjmowany fragment. I tylko ten fragment leci z zawartością do toalety, tylko ten fragment myjemy [całość oczywiście też ale nie 10 razy dziennie ;)] Ma wygodny uchwyt, Bolo nauczył się sam 'nosić' sukcesy z sukcesem i żegnać je w toalecie... 
Dodatkowo ma gumowe 'coś', bardzo użyteczne dla chłopców, zapobiega 'wyskokom' poza tron.
Nocnik ten nazwałabym jednym z TOP zakupów tego roku i polecam z pełną odpowiedzialnością.
Nocnik tu KLIK
Plastikowe zabawki.
Wiecie, nie jestem fanką FP, Vtech i Kiddiland itp. Mają swoje plusy [niezniszczalne] ale mają tyle minusów, że mówię im NIE. Denerwuje mnie, że te marki w każdą zabawkę ładują tonę światełek, guzików, melodyjek, wszystko średniego lotu i nie pozostawiają pola dla wyobraźni dziecka.
Inaczej sprawa sie ma z [plastikowymi!!!] zabawkami Mothercare.
Kuchnię pokazywałam na blogu [polecam naszą wyszukiwareczkę raz jeszcze...] - na teraz mogę śmiało stwierdzić, że to jedna z lepszych zabawek z jakimi miałam do czynienia. Bolo bawi się nią non stop. Zabawy są twórcze, wymagające mini scenariuszy [np gotuje zupę z pomidora dla dziadka i zupę z kalafiorka dla Kaki...] Miesza, przekłada, 'zjada', karmi innych, zmywa... Jakość rewelacyjna. Możliwości milion. Bardzo, bardzo polecam. [3 moje znajome Mamy, które kupiły kuchnię po zobaczeniu jej u nas 'krzyczały' mi w ucho, że to najlepsza zabawka w ich domu...]
Dinozaur. Znowu plastik, znowu super wytrzymałość i znowu zero melodyjek i guzików. Za to mamy dużego dinozaura [który wydaje dość przejmujący dinozaurowy dźwięk i otwiera paszczę gdy naciśniemy mu jedną łapę, 'tupie' gdy idzie], na grzbiecie na miejsce dla jaskiniowca, który od czasu do czasu mówi tubalnie 'ugabuga...' I duży dinozaur i jaskiniowiec mają dzieci [LOW!], mały dinozaur 'sypia' w jajku, mały jaskiniowiec 'całymi dniami' buja się na huśtawce. Do tego trzeba dołożyć 'skałę', która działa jak 'wieża' i składa się z trzech pięter... Mówiąc szczerze to całkiem sporo elementów za wcale nie takie duże pieniądze [porównując do innych topowych plastikowych marek] - za to elementy są genialnie pomyślane.
Bawimy się dinozaurową zabawką niesamowicie często, powstają bardzo rozbudowane zabawy, które Bolo kocha tak, że aż ma wypieki w trakcie. Potrafi 'cham' odtwarzać dość długie historyjki . 
Bo ta całość ma sens. I daje ogromne pole do popisu dla wyobraźni, fantazji...
Planuję kupić kolejne zabawki plastikowe z Mothercare...
Szczerze polecam.
Drewniane zabawki.
Drewniane zabawki mają dużą przewagę liczbową w naszym domu. Nie ma sensu wszystkich teraz pokazywać, zresztą całe mnóstwo znajdziecie na blogu.
Ale to są nasze NAJfaworyty, od miesięcy, a prawie lat!
Klocki sensoryczne Plan Toys [były na blogu].
Na każdym etapie rozwoju Bola, od 10 miesiąca do teraz mają swoje zastosowanie. 
Są mądre, pięknie, edukacyjne. Uwrażliwiające. I od ponad roku nietknięte 'zębem czasu i zębem Bola'.
Prawie, prawie od tych klocków zaczęliśmy blog... 
Jestem szczęśliwa mogąc Wam szczerze napisać, po roku, że ten wybór był doskonały :)

Wiem, że ten post nie powala elokwencją, że nie iskrzy humorem a zdjęcia są 'zwykłe'.
Jednak liczę na to, że jest przede wszystkim praktyczny a ja chciałam pokazać Wam, że nasze zachwyty nie są puste i mają przełożenie na całkiem zwyczajne życie.

Dziś solennie obiecuję, że odpowiem na KAŻDE WASZE PYTANIE, opinie, zaczepki [ :P ] w komentarzach.
Więc śmiało. Od dziś Kredka zawsze na posterunku... noo... przynajmniej obiecuję na ten posterunek regularnie wracać :)


wtorek, 6 sierpnia 2013

Złap COŚ dobrego.


O dobroci dziś. Takiej prostej, ciepłej, bezinteresownej, na ostrym deficycie...

Ileż to razy, każda z nas, babeczek mówiła do swego 'na koniu' - przytul mnie! W sposób taki jakby całe życie, nagle, zależało od tego tula.
Do tego onego, co z konia dawno temu już spadł, lekutko łysieje, ciupinkę brzuchola za dużego ma i częściej zakłada kapcie niż buty na motor.
A my nadal uważamy, że 'przytulenie' załatwi wszystko, albo przynajmniej rozpocznie coś 'dobrego'.
Bo przytulas daje ciepło, daje poczucie akceptacji, daje ukojenie, spokój, i jakąś wiarę bo często za przytuleniem idą słowa banalne a jak ważne: 'Wszystko będzie dobrze...'

Przytulenie jest za darmo. Nic nie kosztuje. Nigdy go nie zabraknie gdy tylko chęci są.

Tulić się można dniem i nocą. Przez całe życie. Bo przytulanie jest dobre...

A my Matule? Jak często tuleniem naprawiamy cały świat?
Czy tulek i całus nie leczą zbitego kolana?
Czy tulenie nie koi bolącego gardła?
Czy tulenie nie wygania wszystkich potworów spod łóżka?
Czy przytulanie nie ratuje gdy buzia zalana łzami?
Czy tulaki łóżkowe, tuż po drzemce, nie są najsłodszą częścią dnia?

Przytulanie jest dobre. Ma moc. Ogromną.
Jest lekarstwem i otuchą. 
Jest fizyczną, rozkoszną poduchą szepczącą: Kocham Cię, Lubię Cię, Jesteś dla mnie ważny, Akceptuję Cię takim jakim jesteś, Nic się nie stało, Zrobię wszystko żeby było już dobrze - przytul się...

Co jeszcze jest dobre?
Dobra jest ta książka.
'Proszę mnie przytulić'. 
Jest dobra w swej 'dobroci'...

Tata miś podchwytliwie pyta Synka: Synu, jaki jest najlepszy sposób na udany dzień?
Jasne, że wiem - mówi Maluch - Stoczenie się razem z fiołkami z naszej górki!
Taaak, to dobry sposób - mówi Tata - ale najlepszym sposobem jest mocne przytulenie się do kogoś.
Hmm, mówi mały miś, a myślałem, że to sposób na poprawienie humoru.
Tak Synku, to sposób na wiele różnych rzeczy...

Przytul Pana Bobra - żeby lepiej mu się pracowało.
Przytul Panią Łasicę - żeby się wzruszyła.
Przytul Zające - żeby się nie bały.
Przytul Wilka - żeby nie był smutny i zapomniał o pewnej dziewczynce w czerwonym kubraczku...
Przytul Łosia - bo jest stary i już nikt go nie przytula.
Przytul Panią Anakondę - o! Ta to jest ekspertką od przytulania...
Przytul Gąsienicę - na szczęśliwą drogę życia.
Przytul Myśliwego - baaardzo dokładnie, żeby nie zapomniał.
Przytul Tatę! - najmocniej, najdokładniej i najczulej jak tylko potrafisz...

A Ty kogo dziś przytuliłeś?

To piękna, mądra, dobra książka. W ten cudowny sposób, w jaki tylko literatura potrafi, mówi o sprawach ważnych bez nazywania ich po imieniu.
I w sposób taki, że dziecko i dorosły czują to ciepło w klatce, w serduchu, że podczas czytania łapki się splatają i jakoś tak więcej całusów jest przemyconych między kartkami.
I powoduje przyrost najlepszych uczuć u naszego Kurdupla. Uczy, że sam, że on sam! też taką moc posiada. Że jeśli przytuli smutną Mamę to naprawia jej świat, jeśli przytuli zmęczonego Tatę to łatwiej będzie mu dziś pracować, jeśli przytuli stareńkiego Dziadka to wzruszy go do łez.
I jeśli przytuli swoją gumową [badziewną i najkochańszą] kaczkę za 3,50 bo spadła z łóżka, to uleczy jej ból.

Matule, Tatkowie - to książka obowiązkowa do biblioteczki waszego Bąka.
Zrobi im [i Wam!] tylko dobrze!
Jest wyraźnym i głosnym manifestem - robienie innym przyjemności  uszczęśliwia.
A przyjemność ta prawie nic nie kosztuje - ot, minutkę dwie twego czasu. I okruszek serca.

'Proszę mnie przytulić' TU -> KILK teraz w miłej cenie.



Dwa słowa o wydaniu.
Jak zawsze gdy Wam coś polecam - piękny duży format. Twarda okładka. Gruby, kartonowaty papier.
Ilustracje klimatyczne, ciepłe, czytelne, nadzwyczaj czytelne.
Tekstu, wydaje się, że jest sporo. Ale jest go w sam raz. Na żadnej stronie nie jesteśmy za długo, a każda ma w sobie tą dobrą moc.
I ciekawostka - w tekście jest trochę trudnych słów. 'Ekscentryczni, konsumpcja, poufałość, pasja'...
Ja jestem zachwycona. Bo nieczęsto zdarza się, że autorzy w małych dzieciach widzą czytelnika pełnowartościowego. Takiego, któremu możemy serwować całe piękno naszego języka ojczystego.
Maluchy uczą się znaczeń z kontekstu - najlepsza, najmądrzejsza forma nauki.
Starsze mogą chcieć rozmawiać, 'co to?, co to znaczy? a czy ja mam pasję?' - czy może być coś bardziej wartościowego?
To książka dla dwu i sześciolatka. Warta każdego słowa o niej pisanego...


Łapacz snów.
Gęsta sieć miała przepuszczać jedynie dobre sny, a zatrzymywać nocne mary, które ginęły wraz z pierwszymi promieniami słońca. Taki sen miał łapać się w sieć i spływać po piórach.

Nasz łapaczek ma swoją historię. Jakiś czas przed urodzinami Bola pewna Marta napisała do mnie maila, czy mogłaby wysłać coś dla Bola, do jego nowego pokoju, na urodziny...
Wzruszyłam się, o rany, jak to? 
Wysłałam adres i czekałam na niespodziankę.
Nie przychodziła.
Marta pisze do mnie smutnie - co? nie podoba Wam się?
Serce mi pękło! No coś Ty?! Przecież my nic nie dostaliśmy.
No jak? Jak byk w trackingu stoi, że odebrane.
No to wnerwione dymanko na pocztę. Tam okazuje się, że listonosz leń, wrzucił do skrzynki, mimo, że przesyłka za podpisem... W dodatku wrzucił źle. A w dodatku 'ktoś ze złej skrzynki' przesyłki nie oddał ani nam [miał adres przecież] ani na pocztę...
Brzydko. Niesmacznie. Trzeba myśleć, że może cholernie mocno, tego kogoś dziecko, potrzebowało łapaczka?...

Marta wysłała drugi. Przepiękny. Zrobiony jak na zamówienie do pokoju Bolka.
Bolo zapytał: Co to?
Tłumaczyłam, że tu wskakują złe sny. Że jak będzie się śnił ten niefajny sen, jak gąski po nocy robią 'akuku' to łapaczek od razu go złapie i wyrzuci za okno.
O boże jak to działa!
Bolo co wieczór wrzuca w łapaczka nieładne sny i się nie boi.

A dla mnie to cudna ozdoba. Zrobiona z dbałością o każdy szczegół.
I zrobiona z sercem. To wielka moc i wielka dobroć.

Gdy przyszedł do nas syn znajomych, lat sześć, też zapytał: co to?
Bolo próbował tłumaczyć: to fuj, ble hapsi łapie!
Sześciolatek nie zakumał. Wytłumaczyłam a po godzinie kawkowania Mama chłopca pyta:
Ej, gdzie jest Łukasz?
Poszłyśmy do pokoju a Łukasz siedział pod oknem i wrzucał do bolowego łapaczka swoje koszmary.
'A Ty Monsterze idź na zawsze i nie wracaj!'
'Wy, Duchy z garażu zgińcie na zawsze!'
'Ty, Potworze łazienkowy przepadnij!'

Bo warto dzieciom podarować trochę magii, trochę czarów, trochę wiary...
Ich wyobraźnia i emocje Wam się za to odwdzięczą.
To jest dobre.

A dla maluszków to piękny i oryginalny mobil nad łóżko!

Łapacz snów TU --> KLIK






I jeszcze słówko :)

Dostaję ogromną liczbę próśb o pomysły typu: co na drugie urodziny, co na roczek, co dla 7 latka.
Staram się odpisywać, choć żadna ze mnie afa&omega, ale jeśli tego nie robię, to proszę wybaczcie, albo nie daję rady czasowo, albo mi coś umyka.
Jednak dziś mnie olśniło. Zawsze i wszędzie  i na każdy wiek pięknym prezentem będzie przecież mądra i dobra książka a gdy dorzucimy takiego łapaczka ... no to już sami wiecie, że będzie afera...