niedziela, 9 września 2012

hoCki kloCki

U nas DRAMAT. Bolo jest chory. 

na przeziębienie!!!!!!!!

Bolo znosi je tak:





Mama Bola znosi je tak:





Tata Bola znosi je tak:




A Ciocia Bola baluje. Pff.


Tak więc umęczony człowiek w postaci Mamy Bola, między kaszką a brzegiem pieluchy opisze coś, COŚ! tak superowego, że mimo padnięcia opisać musi.

W małe łapki Kurduplastego parę tygnodni temu wpadły takie oto klocki - czarodziejki.
W małe i ledwo otwarte oczy Mamy wpadły one od razu i musieliśmy je mieć.

Klocki sensoryczne lub jak kto woli interaktywne są rozmiarowo idealne na rączki Kurdupli, Jest ich dziewięć i mieszkają w lnianym woreczku.

 
 
Trzy klocki są do ucha.
Trzy klocki są do palucha.
Trzy klocki są do oka.
Ach.
Ja dodam, że wszystkie klocki są dodatkowo do buzi i wyciamkania więc jakby jeszcze jakieś pachniały to wszystkie zmysły mamy wprawione w ruch. 

Trzy klocki do ucha - każdy z nich wydaje inny dźwięk, od groszkowego po dzwoneczkowy. 
Trzy klocki do palucha - każdy z nich ma okienko a w nim inną fakturę - aksamitną, sztruksową, kratkową.
Trzy klocki do oka - każdy z nich ma okienko a w jednym jest lusterko więc widać własne oko, drugie to lupa powiększająca a trzecie, ajjj to oko muchy[!!!], widać milion czegoś na co się patrzy.


 
 
 
 
Klocki są oczywiście drewniane, wypolerowane do perfekcji [ co ma wielkie znaczenie jak jęzor po nich ciagle jeździ ], pomalowane tak, że żaden kieł Kurduplastego dać im rady nie może.
No boooo one są tej firmy co zainwestować w nią chce przecież.

Klocki w obsłudze wydają się niby proste. NIBY. Testowała je pewna Mama Dwójki. Pyta sie co to. Mówię jej, że trzy do ucha, trzy do palucha... No to wykształcona solidnie Mama Dwójki przykła jeden do ucha i czeka.
Ja też czekam.
Ona czeka nadal.
Myślę sobie, że żarcik taki niewybredny, no nieśmieszny ale kobiecina ma ssawkę przy cycu więc sama wiem, że poczucie humoru wtedy różne bywa.
Ona czeka. Ja czekam. Czas nam się trochę dłuży. Trochę już dziwnie jest.
W końcu Mama Dwojga wykrzyknęła [ bo trzeba wiedzieć, że jak się jest Mamą i to Dwojga to z nerwami najlepiej też nie jest ] - No kurde nic nie słyszę!!!
Oskarżyła klocek, że nie działa. Dopiero podpowiedź, żeby nim może potrząsnęła rozjaśniła jej trochę sytuację.
No tak. Ciekawe ile jeszcze ssawkę utrzyma.
Dzieci z hockami - klockami radzą sobie dużo lepiej. Tester trzy letni totalnie zapomniał się przy klockach do oczka. Wypieki na twarzy i krzyki: "Ciocia! Widzę stu czterdziestu dwudziestu Bolów!!!"
Sześciomiesięczniak upodobał sobie klocki do palucha gdzie wtykał jęzor zawzięcie ponad pól godziny.
Na wypicie spokojne kawy przez Mamy starczyło bo Bolo z kolei najbardziej uwielbia klocki do ucha.
Dzyńdza nimi, jednym po drugim, jednym o drugiego, dwoma o trzeciego.
Dzyńdza, dzyńdza aż chce nowe dzyńdzania i wymyśla, że może białe do oczka też dzyńdzać będą. Nie będą ale można dzyńdzać tym od ucha uderzając w tego od oka. Potem testowanie paluchowych. Paluchy macają, macają aż nowych macanek zapragną - czy można macać też te od oka? No pewnie, że można bo i w nich okienka mają różną fakturę. 
I tak zanim się wszystko wymaca, wymiętoli jęzorem, wydzyńdza, wystuka, napuka to wychodzi całkiem długa zabawa.

 
 
 
Zabawa jest tak fajna, że woreczek z klockami w ruchu jest często. A nawet bardzo często jak na wybory samodzielne Kurduplastego.

Teraz Mama Bola.
Jako Mama i jako Pedagog uważam, że to jedna z mądrzejszych zabawek jakie zdobyłam. O zaletach edukacyjnych i wpływie na rozwój dziecka nie będę pisać, bo ... no nie chce mi się. Ale są one wielkie, te zalety i wpływy.
Poza tym wykonanie, pomysł, kolorystyka, mozliwości. 
Genialne. Cena 79 zł - totalnie normalna [ a nawet niska jak za drewniane cudo - patrząc na ceny fiszerszajsów z guzikiem JEDNYM od wyjca ]
Piękność na prezent też to jest.
Klocki sensoryczne tu ---> Klocki Interaktywne
Polecamy tak mocno jak klocki dotykowe.

Popisałabym jeszcze ale gil po kolana przypomina mi, że Kurduplasty chory [ na przeziębienie!!! ]
i odsyssaczkę do odkurzacza podpiąć czas i gile wykurzyć z nochala.
A potem wcisnąć obiadek. A potem zakroplić kulfona. A potem podzyńdzać i poczytać, a potem jeszcze pomodlić się, żeby jakoś ten dzień szybciej minął i żeby Bolo wyczuł, że zima nadchodzi i należy spać długo i głeboko.
No to idę.

PS. Gdy Mama Bola chowa piękne, mądre klocki do woreczka po mądrej i rozwojowej zabawie - co robi Tata Bola? Oczywiście idzie na łatwiznę i wybiera zabawki za parę tysięcy złotych. Pff, za parę tysięcy to każdy dzieciaka zajmie na 15 minut. Leń.

 

6 komentarzy:

  1. Klocki ekstra. Choć dla nas cena trochę nieosiągalna niestety, ale pewnie jak się dobrze poszuka to znajdzie się podobne w niższej cenie.

    Kuchnia gazowa u nas mimo zakazów też wiedzie prym :/ A ile jest radości jak mama zabrania. Psotne to moje dziecię...oj psotne.

    OdpowiedzUsuń
  2. cudo te klocki.. może kiedyś ktoś w prezencie pomyśli, bo faktycznie cena jak dla nas także dość wysoka. super, że komentarze w końcu do oka;) no i zdrówka dla Bola:*

    OdpowiedzUsuń
  3. fajnie, że widać komentarze, bo chciałam skomentować, że strasznie przyjemnie mi się Ciebie czyta, a ja w zasadzie dosyć wybredna jestem czytelniczo :) więc pisz, proszę, dużo...:D pozdrawiam i małemu zdrówka życzę <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Umarałam ze śmiechu przy każdym poście. Czyta nawet mój facet! Chcemy więcej! Maga z Lidzią :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No muszę je teraz kupić! A Bolo jest najlepszym testerem i basta! :D

    OdpowiedzUsuń